Dopóki piłka w grze
maciejciszek.blog.interia.pl
Notki
2009-10-20 Nowe teksty
Cześć. Dodałem moje teksty, które ukazały się w ostatnim czasie w "Nowym CZasie". Dodałem je w kolejności od najstarszego do najświeższego tekstu. Pozdrawiam i zachęcam do komentowania
2009-10-20 www.koniecPZPN.pl ?
 Nasilają się sprzeciwy i akcje protestacyjne przeciw piłkarskiej centrali. Cóż jednak z tego, skoro PZPN jak stoi - tak stał. Dla nich problemów, jak nie było, tak nie ma, a polska piłka pnie się w górę i pławi w dobrobycie. Wielka szkoda, że taka ocena sytuacji nijak się ma do tej, w której się teraz znajdujemy.

Reprezentacja w fatalnym stylu przegrała eliminacje do afrykańskiego mundialu. W przyszłym roku nasi piłkarze, zamiast ogrywać się i zdobywać doświadczenie przed polsko-ukraińskim Euro, smak wielkiej piłki będą mogli poczuć za pośrednictwem odbiorników telewizyjnych. Jestem też ciekaw, kto po ostatnich wyczynach naszych kopaczy zgodzi się rozegrać z nami mecz towarzyski? Ze względu na brak awansu do MŚ 2010 i rolę gospodarza najbliższych ME - spotkań o punkty przez najbliższe 2,5 roku mieć nie będziemy. Nie lepiej sytuacja wygląda na scenie klubowej. Brak polskich drużyn w Lidze Mistrzów i Lidze Europejskiej już nikogo nie dziwi, dziwiłby gdyby było odwrotnie. Mistrz Polski – Wisła Kraków, odpadła już w starciu z pierwszym rywalem. Polscy kibice musieli uznać wyższość piłki estońskiej (porażka z Levadią Tallin). Poznański Lech nie dał rady belgijskim średniakom z Brugge, o pozostałych drużynach nie warto wspominać. W aspekcie walki z korupcją – nic nowego. Wyszukiwanie „czarnych owiec” w stadzie, jak chlapnął kiedyś niefortunnie Michał Listkiewicz, jest w toku. Na dzień dzisiejszy stado liczy sobie już ponad 300 sztuk bydła. W kwestii przygotowań do Euro 2012 wszystko idzie zgodnie z planem (podobno) lecz nie ma sensu chwalić dnia przed zachodem słońca. Warto za to dodać, że na rozgrywki juniorskie piłkarska centrala co roku przeznacza 0,5 miliona złotych, a na funkcjonowanie Związku…4 miliony. Szczytem kolesiostwa, który rozsierdził jeszcze bardziej kibiców futbolu, było powierzenie kadry narodowej Stefanowi Majewskiemu. Stefan, to jeden z członków PZPN, trener co najwyżej przeciętny, bez znaczących sukcesów i osiągnięć (za to umie świetnie obsługiwać laptopa, co niejednokrotnie podkreślał Antoni Piechniczek).

Po klęsce ze Słowenią powstała witryna internetowa: www.koniecPZPN.pl. Pomysł to godny pochwały, a i cel szczytny – doprowadzić do obalenia władzy Związku. Za tą inicjatywą stoi grupa kibiców, mających dość: wstydu, klęsk, kompromitacji i korupcji w polskiej piłce. Zadanie postawili sobie ciężkie, być może niewykonalne, lecz trzeba próbować. Inicjatywa już w początkowej fazie została wychwycona i promowana przez media, które zdecydowanie są jej przychylne. Pod protestem kibiców, na dzień dzisiejszy podpisało się już blisko 300 tysięcy osób. Pierwszą akcją przeprowadzoną przez „koniecPZPN” był „Pusty stadion”. Podczas spotkania na stadionie śląskim w Chorzowie było ok. 4 tys. widzów, podczas gdy biletów było 47 tysięcy. Przed meczem przywódcy protestów wręczyli Grzegorzowi Lacie młotek do skruszenia partyjnego „betonu”. To jednak nie koniec działań grupy „Koniecpzpn”, bowiem założyciele strony już planują akcję „Znicz” oraz chcą przekształcić swoją działalność w stowarzyszenie, co dałoby im m.in. możliwość zorganizowania marszu na siedzibę PZPN.

Jak na protest kibiców zareagował Związek? PZPNowski rzecznik prasowy nazywa kibiców terrorystami i chuliganami. Według Jerzego Engela za protestami stoi jakaś tajemnicza, wynajęta w tym celu firma (??). „Oszołomy lżą Grzesia Latę” - podsumował Zbigniew Koźmiński. Sam miłościwie nam panujący początkowo zdawał się nie zauważać protestu, a pytany o niego mówił, że nic o tym nie wie. Kiedy jednak w końcu zauważył (może młotek spadł mu na nogę?), uznał, że pusty stadion na meczu ze Słowacją to wina śniegu, a protesty kibiców są sztucznie inspirowane przez Telewizję Polsat…Protest został natomiast zauważony przez sponsorów reprezentacji, którzy wydali specjalne oświadczenia, w których odcinają się od Związku i solidaryzują z kibicami.

Niedawno usłyszałem wypowiedź dyrektora TVP Sport, Roberta Korzeniowskiego, który porównywał „koniecPZPN” do wczesnej działalności „Samoobrony”. Być może biało-czerwone barwy nie są jedyną wspólną cechą tych dwóch grup. Z pewnością łączy je radykalizm, jednak czy można się temu dziwić? Nie ma już czasu by przebierać w środkach. Za około 30 miesięcy gościmy Euro 2012, a wg najnowszego rankingu FIFA jesteśmy sklasyfikowani na 56 pozycji…niżej od Burkina Faso. Sięgamy dna, a prezes Lato przyznaje sobie i swoim kolesiom PODWYŻKI.

Więc dalej! W jedności siła. Zróbmy coś, by na stadionie nie słyszeć już więcej: „J…J…PZPN” i pokażmy, że słońce dla polskiej piłki może zaświecić, nie tylko, kiedy jest Lato.
 
2009-10-20 Brąz na wagę złota
Mistrzostwa Europy w siatkówce kobiet rozgrywane w Polsce dobiegły końca. Teraz z całą pewnością możemy powiedzieć, że rok 2009 zapisze się złotymi zgłoskami w historii polskiej siatkówki. Miesiąc temu złote medale mistrzostw Europy w Turcji wywalczyli polscy siatkarze, w ubiegłym tygodniu brązowe medale na mistrzostwach Starego Kontynentu zdobyła kobieca reprezentacja siatkarek. Po raz czwarty z rzędu nasze siatkarki uplasowały się w czołowej czwórce ME. Po dwóch złotych medalach w 2003 i 2005 roku za kadencji Andrzeja Niemczyka oraz 4 miejscu w poprzednich mistrzostwach Polki wróciły do grona najlepszych, znów zajęły miejsce na podium.

Droga do tego niewątpliwego sukcesu była długa i kręta. Polska drużyna jako gospodarz turnieju przydzielona została do grupy A, wszystkie swoje mecze rozgrywała w łódzkiej „Atlas Arenie”. Swoje zmagania w rundzie wstępnej podopieczne Grzegorza Matlaka rozpoczęły od spotkania z Hiszpankami. Z najsłabszą wg rankingu FIBV drużyną turnieju, Polki wygrały dopiero w tie-breaku. Nastroje panujące w kadrze uspokoiło następne spotkanie wygrane gładko 3:0 z Chorwatkami. Kolejnym rywalem Polek była ekipa „Oranje”, niestety nasze zawodniczki nie sprostały dobrze dysponowanym Holenderkom i w słabym stylu przegrały w wymiarze 3:0. Pomimo tej porażki polska reprezentacja przeszła do drugiej fazy turnieju, jednak szanse na awans do strefy medalowej zostały mocno zminimalizowane. Po porażce z Holandią media i część kibiców zwątpiła w możliwości naszej drużyny narodowej. Na domiar złego trener Matlak opuścił zespół, na rzecz ciężko chorej żony, która przebywała w szpitalu. Od drugiej rundy turnieju dowodzenie nad drużyną przejął jego asystent Piotr Makowski. Mimo wielu przeciwności losu Polki pokazały, że wciąż stanowią drużynę i wygrały najpierw 3:1 z Belgijkami a później w tym samym wymiarze z faworyzowanymi Rosjankami. Nadzieje kibiców znów odżyły, do awansu do strefy finałowej Polki potrzebowały zwycięstwa w ostatnim meczu przeciw Bułgarkom, oraz zwycięstwa Holandii, która już wcześniej zapewniła sobie awans, przeciw Rosji. Holenderki, choć wcale nie musiały, zagrały ambitnie, z wielkim zaangażowaniem i po pełnym dramatyzmu spotkaniu pokonały Rosjanki 3:2. Polki ze świadomością, że znów mają swój los we własnych rękach, niesione wspaniałym dopingiem polskiej publiczności szybko rozprawiły się z Bułgarkami, oddając rywalkom tylko jeden set.
W półfinale na drodze Polek znów stanęły Holenderki. Początek meczu miał podobny przebieg jak pojedynek tych drużyn w pierwszej fazie mistrzostw. Pierwsze dwa sety nasze Panie przegrały do 11 i 15. W trzeciej partii nastąpiło przebudzenie, po paru ładnych akcjach Kaczor i Jagieło Polki wyszły na prowadzenie, którego nie oddały już do końca seta, wygrywając 25:20. Następna partia była wyrównana a jej kluczowym momentem był as serwisowy Manon Flier przy stanie 18:18, w następnej akcji doszło do nieporozumienia między naszymi zawodniczkami, wskutek którego znów straciliśmy punkt. Polki przegrały tego seta, ulegając drużynie „Pomarańczowych” 25:20 i 3:1 w całym meczu. W drugim półfinale Włoszki poradziły sobie z Niemkami (3:0). W ten sposób do wielkiego finału trafiły zasłużenie, dwie niepokonane podczas turnieju zespoły Włoch i Holandii. W finale, po trzech setach koncertowej gry zwyciężyły Włoszki. Tym samym podopieczne Massimo Barboliniego obroniły tytuł mistrzowski zdobyty dwa lata temu. W meczu o 3 miejsce, Polki zwyciężyły Niemki 3:0 i zdobyły 5 brązowy medal w historii kobiecej siatkówki. Mecz o brązowy medal był zacięty, lecz nasze reprezentantki kontrolowały przebieg wydarzeń na boisku mając cały czas kilkupunktową przewagę nad rywalkami. Po raz kolejny świetne zawody zagrała cała drużyna. Na liderkę zespołu wyrosła Joanna Kaczor, warto też wyróżnić: Katarzynę Gajgał, Aleksandrę Jagieło i Annę Barańską. Za MVP turnieju, czyli najbardziej wartościową zawodniczkę uznano Holenderkę Manon Flier, wyróżniona została też Agnieszka Bednarek-Kasza, którą wyróżniono tytułem najlepiej serwującej.

Biorcą pod uwagę okoliczności, w jakich budowano naszą kadrę brązowy medal należy uznać za olbrzymi sukces. Można nawet powiedzieć, że ten brązowy krążek smakuje prawie jak złoto. Według ekspertów by liczyć na znaczące sukcesy drużyna powinna grać ze sobą przynajmniej 2 lata, drużyna Matlaka i Makowskiego istnieje od niespełna 5 miesięcy. Warto dodać, że z różnych powodów w naszej kadrze zabrakło 5 podstawowych zawodniczek m.in. Małgorzaty Glinki, Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty czy Anny Podolec. Wszystkie zawodniczki z 14 osobowej kadry grają, na co dzień w polskiej lidze, większość w BKSie Bielsko-Biała oraz Muszyniance Muszyna.

Pod względem organizacyjnym polskie ME można uznać, za umiarkowany sukces. Po raz pierwszy w historii tego typu imprezy, turniej rozegrano aż w 4 miastach – Bydgoszczy, Łodzi, Katowicach i Wrocławiu. W drugiej fazie turnieju mecze rozgrywane były już tylko w katowickim „Spodku” i Łodzi, a faza finałowa wyłącznie w łódzkiej „Atlas Arenie”. Na spotkaniach z udziałem naszej reprezentacji najczęściej był komplet publiczności, tj. 13,5 widzów. Frekwencja na pozostałych spotkaniach nie była już tak dobra. Organizacja mistrzostw, na pewno nie przyniosła Polakom powodów do wstydu, jednak na pewno promocja mistrzostw mogła być lepsza. Dla przykładu podam, że w Bydgoszczy jedynymi akcentami świadczącymi o tym, że miasto gości najlepsze siatkarki Starego Kontynentu były plakaty o formacie A3 (!) porozklejane w centralnych punktach miasta.
2009-10-20 Kto po Leo ?
Po trzech latach spędzonych w Polsce Leo Benhakker pożegnał się ze stanowiskiem trenera reprezentacji Polski. Od zakończenia ubiegłorocznych ME drużyna narodowa pod wodzą holendra z miesiąca na miesiąc grała coraz gorzej a regres formy postępował w zastraszającym tempie. Czara goryczy przelała się po wrześniowych meczach, które kadra rozegrała w ramach eliminacji do MŚ 2010. W dwóch spotkaniach (z Irlandią 1:1 i ze Słowenią 0:3) reprezentacja zdobyła zaledwie 1 punkt i pożegnała się z przyszłorocznym mundialem, który odbędzie się w RPA. Mogłoby się wydawać, że brak awansu ze stosunkowo łatwej grupy eliminacyjnej to katastrofa. Jednak, kto oglądał mecze naszych piłkarzy, ten wie, że prawdziwą tragedią był styl w jakim graliśmy, zwłaszcza w przegranym spotkaniu w Mariborze ze Słowenią. Powiedzieć w tym przypadku, że reprezentacja zagrała źle, to nie powiedzieć nic… Za sprawą historycznego awansu do finałów Euro 2008 Benhakker na stałe zapisał się w historii polskiego futbolu, jednak jak pokazują wyniki osiągane przez kadrę w ostatnim czasie, jego czas już bezpowrotnie minął.

Kto obejmie kadrę po Benhakkerze? Kto podejmie się wyzwania, jakim jest budowanie zespołu, który zagra na polsko-ukraińskim Euro 2012? Kandydatów na to zaszczytne stanowisko jest wielu. Tuż po zdymisjonowaniu Benhakkera prezes PZPN Grzegorz Lato ogłosił, że przyszłym selekcjonerem z pewnością będzie Polak, a nowy trener zostanie wybrany spośród grona: Franciszek Smuda, Henryk Kasperczak, Paweł Janas, Maciej Skorża, Stefan Majewski. Pierwszym, który odpadł z rywalizacji o kadrę jest szkoleniowej krakowskiej Wisły – Maciej Skorża, który stwierdził, że jego priorytetem jest kontrakt z Wisłą i zamierza wypełnić go do końca. Zdecydowanym faworytem mediów i opinii publicznej jest Franciszek Smuda. Sylwetki Smudy nie trzeba przedstawiać sympatykom futbolu. Popularny „Franz” znany jest z ciętego języka, ostrych treningów i przede wszystkim sukcesów. Z drużynami, które trenował trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Polski, dwukrotnie Puchar Polski, jest rekordzistą pod względem wygranych spotkań w Ekstraklasie, jego bilans budzi podziw ( 407 spotkań – 219 zwycięstw, 96 remisów, 92 porażki). Cztery razy wygrał prestiżowy plebiscyt „Piłki Nożnej” na trenera roku (1996, 1997, 1999, 2008). W europejskich pucharach dotarł z Widzewem Łódź do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a w ubiegłym sezonie do 1/16 Pucharu UEFA z poznańskim Lechem. Na jego korzyść przemawiają doświadczenie i sukcesy. Nie bez znaczenia jest też poparcie kibiców, którzy właśnie jego chcą widzieć na fotelu trenera kadry, by już niebawem móc zaśpiewać „Franek Smuda czyni cuda”. Innym szkoleniowcem przymierzanym do objęcia reprezentacji jest Henryk Kasperczak. Ten znakomity w przeszłości piłkarz posiada kolekcję tytułów nie mniejszą niż Smuda, jednak w przeciwieństwie do niego największe triumfy odnosił na polu reprezentacyjnym. Kilkanaście lat spędził we Francji oraz Afryce, gdzie z sukcesami prowadził drużyny Tunezji, Wybrzeża Kości Słoniowej i Mali. Jego notowania osłabia jednak fakt, że w ubiegłym sezonie jako trener Górnika Zabrze, nie zdołał utrzymać silnej personalnie drużyny w Ekstraklasie. Przed pracą w Zabrzu, trenował reprezentację Senegalu, gdzie również nie spełnił oczekiwań i szybko podał się do dymisji. Następnym kandydatem prezesa Laty jest Paweł Janas. Popularny „Janosik” ze swoimi drużynami dwukrotnie wygrywał ligę a z Legią Warszawa doszedł nawet do ćwierćfinału Ligi Mistrzów (1995). Ostatnim poważnym sukcesem tego szkoleniowca był awans z naszą reprezentacją na MŚ w Niemczech w 2006 roku. Jednak w turnieju finałowym Polska odpadła już w fazie grupowej. Po mistrzostwach Janas został zwolniony, gdyż nie sprawdził się jako szkoleniowiec podczas dużego turnieju – tym bardziej dziwi jego powtórna kandydatura na to stanowisko.

Wydawałoby się, że outsiderem w tym towarzystwie jest Stefan Majewski. Jednak to właśnie on dostał misję dokończenia eliminacji do MŚ 2010 (zostały dwa mecze do rozegrania) i został tymczasowym selekcjonerem reprezentacji. Patrząc na karierę trenerską i dokonania Majewskiego ciężko wytłumaczyć, czym kierował się PZPN powierzając mu to stanowisko. Za jego największy sukces można uznać zdobycie Pucharu Polski z Amicą Wronki 10 lat temu. W latach 2006-2008 prowadził drużynę Cracovii, którą „rozmontował” i przyczynił się do zajęcia przez krakowian przedostatniego miejsca w tabeli Ekstraklasy. Szkoleniowiec ten uchodzi za człowieka konfliktowego i apodyktycznego. Jego znakiem charakterystycznym jest laptop, którego umiejętnością obsługi się szczyci i z którym nie rozstaje się ani na krok. Po zwolnieniu z Cracovii przez dłuższy czas nie mógł znaleźć zatrudnienia. Ostatnio zajmował się trenowaniem reprezentacji Polski do lat 23. Majewski posiada mandat działacza PZPN.
Do prowadzenia reprezentacji media przymierzały też trenera Śląska Wrocław – Ryszarda Tarasiewicza i Jerzego Engela, który obecnie jest wysoko postawionym członkiem PZPN. W tym przypadku pierwszy z nich jest młodym obiecującym trenerem i wydaje się, że jego czas jeszcze nie nadszedł, natomiast Jerzy Engel sam zdementował jakoby interesowała go ponowna praca w charakterze selekcjonera. Pomimo deklaracji prezesa Laty, że przyszły trener będzie Polakiem, nie można wykluczyć, że zmieni on zdanie. Lothar Matthäus, Alberto Zaccheroni i Avram Grant zgłosili chęć prowadzenia naszej reprezentacji. Patrząc na ich dotychczasowe osiągnięcia szanse na to ma tylko ostatni z nich. Na spotkanie z Avramem Grantem byłym szkoleniowcem Chelsea Londyn o polskich korzeniach umówiony jest prezes PZPN.

Polska reprezentacja jako współgospodarz najbliższych ME nie będzie musiała grać w eliminacjach do tego turnieju - występ w finałach zapewniony mamy „z urzędu”. Oznacza to, że w ciągu nadchodzących 3 lat naszą drużynę narodową czekają wyłącznie mecze towarzyskie. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że nowo wybrany trener, o ile nie skompromituje się w spotkaniach kontrolnych, zostanie na swoim stanowisku aż do Euro 2012.
 
2009-07-18 Jeden krok od katastrofy
                Zaryzykuję stwierdzenie, że w środę w Tallinie przed krakowską Wisłą najważniejszy mecz nadchodzącego sezonu. Pod Wawelem od dawna zastanawiano się z kim Wisła zmierzy się w IV, kluczowej rundzie eliminacji do LM. Czy będzie to grecki Olympiakos czy może praska Slavia? Jednak rzeczywistość może szybko zweryfikować dalekosiężne plany podboju Europy przez „Białą Gwiazdę”. Po remisie 1:1 w meczu u siebie, droga do III, nie mówiąc już o IV rundzie wydaje się bardzo odległa. Po niekorzystnym wyniku pierwszego spotkania Wisła jest o krok od katastrofy. Skrajni pesymiści w klubie ze stolicy Estonii już widzą swój następny senny koszmar, który śnić im się będzie obok zespołów Dinama Tbilisi i Valerengi Oslo. 
                Na kilka dni przed meczem z Estończykami Wisła ma spore problemy kadrowe. Już od dłuższego czasu problemy ze zmontowaniem linii obrony ma Maciej Skorża. Wciąż nie trenuje Arkadiusz Głowacki, niewiadomo czy zagrają Łobodziński i Jop, którzy narzekają na urazy. Do tego należy dodać kontuzjowanych: Gargułę, Boguskiego i Singlara. Na skutek braku tych jakże ważnych graczy sytuacja drużyny jest ciężka. Na treningach ćwiczy 12-13 zawodników plus chłopcy z rozgrywek „Młodej Ekstraklasy”. Oni jednak mają małe szanse by zagrać, najlepiej pokazuje to sytuacja Mariusza Burligi, który w sparingach występował na prawej obronie, jednak kiedy przyszło sprawdzić się w pucharowej walce, trener postawił na Łobodzińskiego, który zawiódł i został zmieniony w przerwie spotkania.
                Za bramkę zdobytą przez snajpera Levadii - Andriejeva obciążyłbym konto Jopa i Pawełka. Pewnie z tego też powodu po straconym golu przed oczami stanął mi niedoszły bramkarz Wisły – Adis Nurkovic. Ten gol i wąska na skutek kontuzji kadra to pstryczek w nos dla działaczy krakowskiego klubu za bierność na rynku transferowym. Powrót z Rosji Mariusz Jopa i pozyskanie Andraża Kirma, który wydaje się teraz jednym z jaśniejszych punktów Wisły to zdecydowanie zbyt mało, jak na walkę o Ligę Mistrzów. Trener Skorża przynajmniej od roku powtarza, że potrzebuje bramkarza, prawego obrońcy i wysokiego napastnika. Dziwi zwłaszcza brak prawego obrońcy, gdyż działacze Wisły już od połowy sezonu wiedzieli, że z drużyną pożegna się Marcin Baszczyński. Ciężko wytłumaczyć też sprawę Nurkovicia, który pokazał się ze świetnej strony na sparingach i bardzo entuzjastycznie podchodził do gry z „Białą Gwiazdą” na piersi. Kiedy warunki kontraktu z bośniackim golkiperem były już ustalone, Wisła jeszcze dwa razy obniżyła zarobki piłkarza, więc ten pomimo dobrych chęci zrezygnował z gry w Krakowie. Podobno kością niezgody było kilkanaście tysięcy euro, więc pieniądze jak na mistrza Polski wcale nie duże. 
                Skoro już mowa o pieniądzach to, jeśli Wisła pokona Levadię i awansuje do III rundy elimnacji LM, to klub z Krakowa zgarnie 130 tysięcy euro. W następnej rundzie na krakowian czeka zwycięzca dwumeczu pomiędzy szwedzkim Kalmarem a węgierskim Debreczynem. Rywale jak najbardziej w zasięgu mistrzów Polski, a za ich pokonanie do kasy klubu wpłynęłoby 2,1 mln euro. Następnie za awans do fazy grupowej LM premia wynosi 7,1 miliona euro a każdy zremisowany mecz - 400 tysięcy euro, a za spotkanie wygrane 800 tysięcy euro. Planem minimum dla Wisły wydaje się być awans do IV rundy eliminacyjnej, w tym przypadku nawet w razie kolejnej porażki w batalii o Ligę Mistrzów, Wisła ma zapewnione z urzędu miejsce w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Do tego wszystkiego dochodzą wpływy z transmisji telewizyjnych (transmisje przeprowadzi Polsat), biletów, bonusowe premie od sponsorów i wiele innych. Wpływy z europejskich pucharów w optymistycznym wariancie mogłoby być wyższe niż budżet klubu na cały rok ! 
                Odpadnięcie Wisły w tak wczesnej fazie kwalifikacji do Ligi Mistrzów, w momencie kiedy po reformie tych elitarnych rozgrywek droga do piłkarskiego raju wcale nie musi być ciężka i trudna mogłoby wywołać duży gniew właściciela klubu Bogusława Cupiała. Wiślacki szef znany jest ze swojej porywczości w podejmowaniu decyzji. Kilka lat temu zwolnił Dana Petrescu już po pierwszym przegranym spotkaniu z ramach Pucharu UEFA z Iraklisem Saloniki(0:1), nie czekając nawet na mecz rewanżowy. W razie porażki los Macieja Skorży prawdopodobnie byłby taki sam. Natomiast brak dochodów z pucharów klub z pewnością odbiłby sobie sprzedażą Brożka, Marcelo i kilku innych graczy. Takie trzęsienie ziemi i rewolucja kadrowa przy Reymonta nie są potrzebne. Także panowie piłkarze koniec żartów! Pomimo wszelkich niedogodności losu czy braku wystarczającej liczby transferów Wisła musi poradzić sobie z Estończykami. Wierzę, że zawodnicy będą walczyć od pierwszej do ostatniej minuty i nie zniweczą trudów całego ubiegłego sezonu. Nieważne w jakim stylu, ważne by awansować dalej
 
2009-07-14 Nastroje przed meczem z Levadią
Zamieszczam kilka króciutkich wywiadów z wczorajszego treningu Wiślaków. Chciałbym tylko dodać, że widziałem Andraża Kirma w akcji i nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z opiniami Wiślaków. Kirm to bardzo ciekawy piłkarz, powinien być wyróżniającą się postacią w zespole Wisły o ile nie przyplącze mu się jakaś (odpukać) kontuzja.

Mariusz Jop: Wierzę w Ligę Mistrzów w Krakowie
Czy zauważył pan jakieś negatywne bądź pozytywne przemiany w Wiśle, który zaszły w ciągu 5 lat Pana nieobecności w Krakowie?
Mariusz Jop: Powiedzmy, że negatywna przemiana to chwilowo przebudowa stadionu, gdyż skazani będziemy na grę poza własnym obiektem. Pozytywnym zaskoczeniem jest dla mnie naprawdę świetna atmosfera w drużynie, od razu widać, że trener Skorża potrafi znaleźć wspólny język z zawodnikami. Moje pierwsze wrażenie po dołączeniu do Wisły jest takie, że ta drużyna jest głodna sukcesu. Martwią mnie natomiast urazy zawodników, którzy odgrywali czołowe role w ubiegłym sezonie.
Myśli Pan, że Wisła poradziłaby w najwyższej klasie rozgrywkowej w Rosji, gdzie grał pan w ostatnim czasie?
Mariusz Jop: Ciężko jest powiedzieć, trudno wyrwać jakąś drużynę i włożyć ją do innej ligi, gdzie gra się zupełnie inaczej i realia również są inne. Jednak wydaje mi się, że tak. Wisła jest na tyle mocna, że sprostałaby wymogom rosyjskiej Premier Ligi.
A czy jest na tyle mocna by zakwalifikować się do fazy grupowej Ligi Mistrzów?
Mariusz Jop: Wierzę, że tak. Chociaż lepiej gdybyśmy kupili jeszcze kilku dobrych graczy i dysponowali szersza kadrą. Zawsze to lepiej, kiedy trener ma większe pole manewru. Na treningach obecnych jest wielu zawodników z Młodej Ekstraklasy. Są to zawodnicy perspektywiczni i bardzo obiecujący, ale jeszcze nie do „grania” na teraz.
Gdzie widzi Pan swoje miejsce na boisku w drużynie Wisły? Będzie Pan walczył o środek obrony, czy pogodził się pan z myślą o grze na prawej obronie?
Mariusz Jop: Ja powtarzam, że dla mnie pozycja środkowego obrońcy jest optymalna. W ciągu ostatnich sezonów grałem tylko tam. Jeżeli trener uzna, że jest taka konieczność i mogę pomóc drużynie po prawej stronie obrony to będę starał się jak najlepiej wywiązać z powierzonych mi obowiązków. Gdybym jednak miał wybór, zdecydowanie bardziej odpowiada mi gra na środku obrony.

Maciej Skorża: 70% szans na awans

Jak są szanse Wisły w dwumeczu z Levadią Tallin?
Maciej Skorża: Myślę, że szanse klarują się w stosunku 70 do 30 dla naszej drużyny. Powinniśmy poradzić sobie z Estończykami.
Kto zagra na „feralnej” prawej obronie w meczu przeciwko Estończykom?
Maciej Skorża: Na dwa dni przed meczem nie mogę zdradzić takiej informacji, sam jeszcze tego nie wiem. Duże szansę na grę po lewej stronie obrony ma Wojtek Łobodziński, choć podkreślam, że ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
Jak Pan ocenia dotychczasowe wzmocnienia Wisły, czyli transfery Andraża Kirma i Mariusza Jopa, czy są to w Pana opinii znaczące wzmocnienia dla zespołu?
Maciej Skorża: Tak. Zdecydowanie tak. Jestem zadowolony z tych transferów. Umiejętności tych zawodników są na tyle duże, że powinni oni grać w pierwszym składzie.

Ćwielong: Czekamy na Gargułę !

Jak są szanse Wisły w dwumeczu z Levadią Tallin?
Piotr Ćwielong: Wydaje mi się, że duże. Jeśli zagramy to, co planujemy i każdy z nas zagra na 100% swoich możliwości to powinniśmy spokojnie awansować do kolejnej rundy.
Jak Pan ocenia dotychczasowe wzmocnienia Wisły, czyli transfery Andraża Kirma i Mariusza Jopa, czy są to w Pana opinii znaczące wzmocnienia dla zespołu?
Piotr Ćwielong: Myślę, że tak. Każdy z nich bardzo dobrze gra w piłkę i obaj są reprezentantami swoich krajów. Także uważam, że będą to istotne wzmocnienia dla naszej drużyny. Chciałem też dodać, że czekamy na Łukasza Gargułę, który moim zdaniem będzie najlepszym transferem, ten zawodnik jest w stanie pomóc nam nie tylko w lidze, ale także w meczach na arenie międzynarodowej.


Pawełek: Wszystko zależy od nas

Jak są szanse Wisły w dwumeczu z Levadią Tallin?
Mariusz Pawełek: Szanse są zawsze niezależnie od rywala, z którym gramy. Do meczu z Levadią musimy podejść z odpowiednim nastawieniem i należytą koncentracją a wtedy będzie dobrze.
Jak Pan ocenia dotychczasowe wzmocnienia Wisły, czyli transfery Andraża Kirma i Mariusza Jopa, czy są to w Pana opinii znaczące wzmocnienia dla zespołu?
Mariusz Pawełek: Andraż Kirm ma swoją markę, o czym świadczy 20 występów w reprezentacji swojego kraju, 130 spotkań rozegranych w lidze, niech te liczby będą odpowiedzią na Pana pytanie. Kirm pokazał się też z bardzo dobrej strony na zgrupowaniu i podczas meczów kontrolnych. Andraż dobrze wkomponował się w drużynę, od razu znaleźliśmy wspólny język, co nas jako drużynę bardzo cieszy.
 
2009-06-30 Murawski w lidze mistrzów ?
Według kontraktu zawartego kilka dni temu pomiędzy poznańskim Lechem a Rubinem Kazań, najbliższe trzy lata w zespole mistrza Rosji spędzi Rafał Murawski. Prasa rozpisuje się głównie nad aspektem finansowym tej transakcji. Lech z pewnością zrobił świetny interes na sprzedaży „Murasia”. Niech świadczy o tym fakt, że jeszcze kilka tygodni temu właściciel Kolejorza zapewniał, że jest dwóch piłkarzy w składzie Lecha, którzy nie są na sprzedaż - Lewandowski i właśnie Murawski. Nawet w zarządzie poznańskiej drużyny nie przypuszczano, że znajdzie się chętny, który za tego pomocnika wyłoży 3,2 miliona euro. Jak widać Rosjanie nawet w dobie kryzysu pieniędzy nie liczą…

Dla Murawskiego, który na karku ma już 28 lat jest była to jedna z ostatnich szans, by przenieść się do lepszego zagranicznego klubu. Zamienił swoją ugruntowaną pozycję w Lechu na wielką niewiadomą, która czeka go u naszych wschodnich sąsiadów. Za roczny pobyt w Kazaniu otrzyma pobory rzędu 1 miliona euro, będzie miał też możliwość gry w Lidze Mistrzów. Rubin jako mistrz Rosji, ma zapewniony start w fazie grupowej LM a po 11 kolejkach obecnego sezonu zajmuje drugie miejsce w tabeli.

Inną kwestią pozostaje pytanie, czy Murawskiemu uda się przebić do wyjściowej jedenastki?
W składzie Rubinu jest wielu świetnych piłkarzy np. Rebrow, Sibaya, Semak, Karadeniz czy wschodząca gwiazda urugwajskiej piłki - Dominguez. Jak dotąd kierunek rosyjski nie był dobry dla naszych piłkarzy. Wystarczy przypomnieć sobie rosyjską przygodę Damiana Gorawskiego bądź Dawida Jańczyka. Już za kilka miesięcy przekonamy się czy Rafał Murawski przełamie tę złą passę.

 



2009-06-29 Brać Drozdowicza!
Przez kilka ostatnich dni na testach w Wiśle przebywał Emil Drozdowicz. Skorża miał okazję oglądać go na kilku treningach, wstawił go też do składu w sparingowym spotkaniu ze słowackim Rużomberokiem (zagrał 30minut). To wystarczyło aby podjąć decyzję o tym, że zawodnik nie wyjechał dziś z drużyną na zgrupowanie do Austrii. Tak ten fakt skomentował Rafał Janas – To ciekawy piłkarz, ale trzeba się zastanowić, czy jest nam w stanie pomóc w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. W praktyce oznacza to rezygnację z usług Drozdowicza, ponowne zaproszenie go na testy jest mało prawdopodobnym scenariuszem. Z Rafałem Janasem zgadzam się w jednym aspekcie, że warto się zastanowić! To, że w Wiśle brakuje bramkostrzelnego napastnika wiedzą wszyscy. Sam Brożek, który co rundę przymierzamy jest do opuszczenia klubu to zdecydowanie za mało. Ani Boguski ani tym bardziej Ćwielong, nie są klasycznymi napastnikami-łowcami bramek Boguski świetnie sprawdzą się ale jako partner Brożka, to piłkarz, który woli dograć piłkę niż strzelić na bramkę. Ćwielong strzela gole, ale tylko w sytuacjach, kiedy ma przed sobą pustą bramkę, zdecydowanie lepiej radzi sobie w drugiej linii. Klub rozwiązał kontrakt z Beto, Niedzielan przymierzany jest do Pogoni Szczecin. W tej sytuacji w Wiśle z pewnością znajdzie się miejsce dla więcej niż jednego napastnika. 

Warto stawiać na piłkarzy z rodzimych niższych lig, wystarczy spojrzeć na Lewandowskiego w Lechu, który rok temu przyszedł do Poznania z 1 ligowego Znicza Pruszków. W tym roku działacze Lecha poszli jeszcze dalej, sprowadzając do siebie króla strzelców 2 ligi – Tomasza Mikołajczaka z Nielby Wągrowiec. Szkoda, że takiej odwagi brakuje w Krakowie. Pod Wawelem niech przypomną sobie skąd do klubu przyszedł Jakub Błaszczykowski ( IV-ligowy KS Częstochowa) czy Boguski? (ŁKS Łomża).

Emil Drozdowicz to 22-letni napastnik. W ubiegłym sezonie grał w zespole GKP Gorzów, dla którego zdobył 14 bramek. Sezon wcześniej w barwach Lechii Zielona Góra zdobył 20 goli, co dało mu tytuł króla strzelców drugiej ligi.
 
<< Listopad 2009
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30
Księga gości
 
O mnie
maciejciszek
Maniak futbolowy, student dziennikarstwa, współpracownik "Tygodnika Kibica" /kontakt : maciejciszek@gmail.com
Zobacz mój profil
Zobacz serwisy INTERIA.PL